Początki biznesu to zazwyczaj ogromna ekscytacja, burze mózgów do późna w nocy i poczucie, że wspólnie z partnerami biznesowymi zawojujecie rynek. W tej euforii najczęstszym sposobem podziału udziałów w nowej spółce z o.o. jest klasyczne: „robimy to razem, więc dzielimy się po równo”. Podobnie bywa z doradcami, pierwszymi współpracownikami czy drobnymi inwestorami, którym za pomoc na wczesnym etapie lekką ręką oddajemy 1%, 2% czy 5% firmy.
Z perspektywy czasu ten początkowy entuzjazm często okazuje się bardzo kosztowny. Gdy drogi się rozchodzą, a udziały zostają w kieszeni osoby, która już nie buduje firmy, pojawia się pasażer na gapę.
Zatrzymanie udziałów przez osobę, która przestała angażować się w rozwój firmy, generuje szereg ryzyk, o których zapominamy na starcie:
Wspomniane prawo kontroli (czyli możliwość „prześwietlenia” spółki przez wspólnika) to jeden z najczęstszych punktów zapalnych. Przedsiębiorcy często pytają: „Czy możemy to po prostu zapisać w umowie, że ten mniejszościowy wspólnik nie ma wglądu w dokumenty?”.
Odpowiedź brzmi: Tak, ale pod jednym ważnym warunkiem. Zgodnie z art. 213 § 3 KSH, ograniczenie lub wyłączenie indywidualnej kontroli wspólników jest możliwe tylko wtedy, gdy w spółce zostanie powołana rada nadzorcza lub komisja rewizyjna. Jeśli nie planujecie powoływania rady (co w małych spółkach jest standardem), każdy wspólnik – nawet ten z 1% – zachowuje pełne prawo do kontrolowania Twoich działań.
Zamiast od razu wpisywać kogoś do KRS jako wspólnika, warto rozważyć bezpieczniejsze mechanizmy:
Zamiast dawać „twarde” udziały na starcie, zaproponuj współpracownikowi lub doradcy udziały fantomowe. To obietnica wypłaty premii w przyszłości, której wysokość zależy od wzrostu wartości firmy lub zysku.
Jeśli decydujesz się na przyznanie udziałów, zastosuj vesting. To mechanizm, w którym wspólnik „pracuje” na swoje udziały w czasie. Jeśli odejdzie zbyt wcześnie, ma obowiązek odsprzedać część (lub całość) udziałów pozostałym wspólnikom po cenie nominalnej.
Nie polegaj na gotowcu z systemu S24. Dobra umowa u notariusza pozwoli Ci wpisać konkretne powody, dla których spółka może przymusowo umorzyć udziały wspólnika (np. gdy przestanie on świadczyć pracę dla firmy lub złamie zakaz konkurencji).
Rozdawanie udziałów to nie tylko gest dobrej woli, to decyzja, która wiąże Cię z daną osobą na lata – na dobre i na złe. Zanim wpiszesz kogoś do struktury właścicielskiej, zastanów się, czy nie lepiej zacząć od udziałów fantomowych, a „twarde” udziały zostawić na moment, gdy partner udowodni swoją wartość.
Pamiętaj, że w spółce z o.o. prawo stoi po stronie wspólnika, nawet mniejszościowego. Mądre zabezpieczenie struktury na starcie to nie brak zaufania, to dbanie o to, by w Twojej kuchni zostali tylko ci, którzy naprawdę chcą z Tobą piec ten tort.
Jeśli potrzebujesz pomocy w ułożeniu bezpiecznej struktury udziałowej lub chcesz wprowadzić w swojej firmie program udziałów fantomowych – jesteśmy do Twojej dyspozycji.
O autorze