Sprzedałeś startup. Podpisałeś umowę inwestycyjną, fotka na LinkedIn zrobiona, a na koncie pojawiły się pierwsze środki. W teorii powinieneś właśnie wybierać jacht na Bahamach albo planować Twój kolejny wielki projekt. W praktyce codziennie rano budzisz się z ciężkim westchnieniem, idąc do pracy w firmie, która formalnie nie jest już Twoja.
Ten stan to tzw. founder’s blues. Wynika on z faktu, że prawna i biznesowa rzeczywistość po transakcji M&A rzadko oznacza natychmiastowe odcięcie się od projektu. Zamiast wolności, founderzy często mierzą się ze „złotymi kajdankami” oraz problemami, których nie wyleczyli przed sprzedażą. Dlaczego tak się dzieje?
To, co czujesz dzisiaj, zostało zaprogramowane wiele miesięcy temu – w zaciszu gabinetów, często jeszcze przy negocjacjach listu intencyjnego (Term Sheet). To wtedy, skupiając się na najwyższej wycenie, niechcący podpisałeś wyrok na swoją wolność. Bo w świecie fuzji i przejęć (M&A) sukces ma swoją cenę, którą często spłaca się w ratach… z własnego spokoju. Najczęstszym źródłem tego „uwiązania” jest mechanizm, który na papierze wygląda jak świetna okazja, a w praktyce staje się Twoją codzienną klatką.
Inwestorzy – co uzasadnione – nie chcą płacić 100% ceny z góry, gdy biznes opiera się na founderze. Stosują wtedy klauzulę earn-out, która uzależnia wypłatę części ceny od osiągnięcia przez firmę określonych wyników finansowych (np. poziomu przychodów czy EBITDA) w przyszłości.
Dla foundera oznacza to jedno: musisz zostać w firmie na kolejne miesiące (a często i lata) i pracować na pełnych obrotach. Może pojawić się frustracja, gdy Twoja wizja rozmija się z wizją nowego właściciela, a Ty nie masz już swobody decyzyjnej. To kupujący ustali Ci budżet lub zmieni strategię, a Ty będziesz się martwił o realizację celów warunkujących Twoją wypłatę z tytułu earn-outu.
Dochodzisz do momentu, w którym chciałbyś po prostu odejść z firmy, sprzedając resztę swoich udziałów pierwszemu chętnemu? Umowa inwestycyjna często to blokuje.
Oznaczają one, że „złe wyjście” z inwestycji (np. Twoja rezygnacja) może skutkować przymusowym wykupem Twoich udziałów po cenie drastycznie niższej niż rynkowa. To moment, w którym prawo zaczyna Cię autentycznie hamować.
Founder’s Blues to także stres związany z odpowiedzialnością za przeszłość. Jeśli przed transakcją nie przeprowadziłeś rzetelnego audytu prawnego (Vendor Due Diligence), błędy z czasów wczesnego rozwoju spółki mogą Cię dogonić. Inwestor w ramach umowy będzie oczekiwał od Ciebie oświadczeń i zapewnień (Reps & Warranties) gwarantujących „czystość” prawną, podatkową i finansową w spółce.
Jeśli inwestor zidentyfikuje w ramach Due Diligence (DD) konkretne ryzyka, które zabezpieczysz w umowie, a które zmaterializują się po transakcji, to Ty pokryjesz szkody z własnej kieszeni (Indemnities).
W Forward Legal wierzymy, że prawo powinno dawać wolność, a nie więzić. Ale powinno być też bezpieczne.
Oto jak projektujemy niektóre z elementów procesu M&A dla naszych klientów, aby zminimalizować ryzyko uwiązania:
Profesjonalnie poprowadzona transakcja sprzedaży startupu to taka, po której naprawdę możesz pojechać na te „przysłowiowe” Bahamy – ze spokojną głową i pewnością, że nikt nie zapuka do Twoich drzwi z roszczeniem. A nawet jeżeli ono się pojawi – będziesz mógł o nim dyskutować na partnerskich zasadach, a nie z pozycji petenta.
O autorze